- Signiora Marta, jak dobrze panią widzieć. - Młody Franciszkanin stał obok furtki i wymachiwał ręką w moją stronę.
Przed bramą piętrzyły się skrzynki wypełnione pomidorami i brzoskwiniami.
- Panie Vincenzo! Co za niespodzianka! - wołałam, biegnąc w jego stronę. - To dla nas, te owoce? Dziękuję! Bardzo uprzejmie z waszej strony. Nie zasłużyłam na te wszystkie dobra! Mogliście sprzedać. Pieniądze bardziej by się wam przydały.
Vincenzo pochodził z arcybogatej, szlacheckiej rodziny. Mówiło się, że mocno skoligaconej z królami.
Od dziecka nosił tytuł hrabiego, ale nie posługiwał się nim i nie utrzymywał kontaktów z matką.
Po śmierci ojca i ukończeniu studiów, zaszył się w małym, lokalnym opactwie Franciszkanów, które utrzymywało się z handlu rozsławionymi na cały region, owocami.
- Signiora Marta, nie jestem tu bezinteresownie - przyznał z niewinnym uśmiechem. - Potrzebujemy pani pomocy.
- Jakiej? - spytałam zaciekawiona.
- Przed bramą klasztoru, wie pani, stoi posąg.
Spróbowałam odtworzyć w pamięci skaliste wzgórze w głębi wyspy, a na nim budynek otoczonego murem klasztoru.
I wejście, przed którym niegdyś ustawiono wysoką na trzy metry figurę.
- Pamiętam. Stoi tam posąg Franciszkanina.
- W opłakanym stanie - westchnął Vincenzo. - I właśnie chcieliśmy prosić, żeby nam pani pomogła.
- W odnowieniu figury? - spytałam, bo zdałam sobie sprawę, że mogło chodzić jedynie o to.
- Nie jesteśmy w stanie zapłacić gotówką. Możemy przywozić pani owoce, pomagać w prowadzeniu pensjonatu, sprzątać, a nawet przysłać kucharza. Zgodziłaby się pani, Marto?
- Myślicie, że dam sobie radę? To stary posąg, z resztkami farby, z wieloma ubytkami - przywołałam w myślach wygląd figury.
- Odnawiała pani freski, restaurowała posągi. Da pani radę.
- A nie wolelibyście, żeby posąg pozostał takim, jakim uczyniły go mijające lata?
- Niektórzy by woleli, ale większość chce widzieć lśniącą, odnowioną figurę.
- Dobrze. Zrobię to bez gratyfikacji. A pan, Vincenzo? Przy której opcji się pan skłania? - spytałam zainteresowana nowym wyzwaniem. - Przy starej, okrytej patyną figurze, czy odnowionej, błyszczącej kolorami?
- Szczerze mówiąc, wolałbym nową - westchnął Vincenzo. - Patron zasługuje na najwyższe względy, a jego posąg, w obecnym stanie, niechybnie wkrótce się rozleci.
- Nie pozwolimy na to!- wykrzyknęłam, planując zadanie.
W ciągu kolejnych tygodni zjawiałam się z w odległym klasztorze z dużą częstotliwością.
Spędzałam długie godziny na przywracaniu figurze pierwotnego blasku.
Za każdym razem z zadowoleniem stwierdzałam, że mam gromadę oddanych pomocników. Podtrzymywali, podawali gips i farby, raczyli posiłkami i niecierpliwie wyczekiwali ukończenia pracy.
Efekt wspólnych wysiłków został uwieczniony w materiałach lokalnej telewizji, a ja otrzymałam płytę z nagraniem odsłonięcia odrestaurowanego pomnika.
Vincenzo zwoził nam potem skrzynki wspaniałych warzyw i owoców.
Przywozi je zresztą do dziś, chociaż uważam, że dawno już zdołał odpłacić za pomoc.
10 lat temu
Bardzo tu fajnie :)
OdpowiedzUsuńA na to zdjęcie mogłabym patrzeć i patrzeć...od razu cieplej się robi :)
Będę wpadać na pewno, fajnie się Ciebie czyta.
Pozdrawiam ciepło,
Arabella
Chciałam się przywitać i powiedzieć, że bardzo przyjemnie czyta się Twoje posty Marto. Od razu mi cieplej, kiedy pomyślę o słonecznych Włoszech :-) Pozdrawiam - Puny
OdpowiedzUsuńPisz Marto, jest jakas taka cudowna lekkosc w Twoich notkach, ze czlowiek wyobraza sobie
OdpowiedzUsuńtransparentne powietrze nad Twoim domem.
Serdecznosci wiele asia.k
Dziękuję Wam, Dziewczyny.
OdpowiedzUsuńNawet by mi przez myśl nie przeszło, że ktoś do tych moich zapisków zajrzy, a już w ogóle, że się komuś spodobają.
Marto, zajrzy zajrzy i nie pożałuje. Ja sama uważam, że dobre blogi i świetne teksty trzeba promować, więc choć mój nie jest aż tak popularny jak wiele innych w sieci - pozwoliłam sobie umieścić Twój na liście moich ulubionych blogów z nadzieją, że nie tylko ja będę mogła rozkoszować się Twoimi tekstami:)
OdpowiedzUsuńA przy okazji proszę zajrzyj do mnie o tu:
niespodzianka
Mamo Ammara :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie dlatego, że umieściłaś mnie u siebie ( to dla mnie wielkie wyróżnienie) mogę i ja cieszyć się wyjątkowymi gośćmi.
Dziękuję. Biegnę do niespodzianki :)