***


"
Krajobraz, który zawarł w sobie to wszystko, co zostało stworzone na ziemi, by oczarować oczy, umysł i wyobraźnię"


24 lutego 2011

Dobre życie

Salvatore zaprosił nas na obiad.
Świeżo nabyty dom, ściśnięty w chaotycznym szyku z innymi budynkami miasta w głębi wyspy, był dumą jego żony - Marii.
Od progu, szerokimi drzwiami, wchodziło się do soggiorno, gdzie Toto wieczorami garażował auto.
W dzień pomieszczenie stanowiło kuchnię, jadalnię i pralnię. Stał tu niewielki telewizor i wydzielono kącik zabaw dla sześcioletniej Concetty.
- Nie nakrywałam w salonie, bo się nanosi z dworu - tłumaczyła Maria, zapraszając nas do zastawionego stołu. - Tu będzie wygodnie. Akurat w sam raz.
Jedna po drugiej, dyskretnie, obejrzałyśmy nasze buty. Nie zostawiały śladów na terakotowej posadzce.
Wzorzysty, wypełniony makaronem talerz, w pierwszej kolejności stanął przed Salvatore.
Maria nakładała drugą porcję.
- A pani to skąd? Cudzoziemka? Amerykanka może? - zwróciła się do mnie, podając obiad Gabrieli.
 - Jestem z Polski - odparłam, cierpliwie oczekując na moją kolej.
- Tu była kiedyś taka Polka. Czy Rosjanka? Wszystko jedno.
- To spora różnica - wyjaśniłam, wciągając nosem obłędną woń bazylii i owczego sera.
- Naprawdę? Ja jej pomogłam. Zaniosłam ubrania po Concettcie dla dziecka. I teraz, widzi pani? Za trzy miesiące urodzę syna.
- Widzę, gratuluję państwu - uśmiechnęłam się obserwując korpulentną, dumnie wypinającą brzuch kobietę.
Maria późno wyszła za mąż. Właściwie pogodziła się już ze staropanieństwem, gdy na jej drodze stanął sporo starszy i niższy o głowę, drobniutki Salvatore.
Concetta urodziła się w rok po ślubie.  Maria jednak czekała na syna.
- Jak ja się, proszę pań, każdego dnia modliłam. Robiłam dobre uczynki i czekałam, aż nasz święty mnie wysłucha - złożyła ręce jak do modlitwy. - Trwało to sześć lat, a teraz nasz syn będzie nosił jego imię.
- Jak wielu chłopców w tej miejscowości - wtrąciła Gabriela.
- Tak, bo nasz święty naprawdę pomaga. Ja to mam dobre życie. Niczego więcej, prócz syna, nie chciałam. Mam własny dom i troskliwego męża - westchnęła, spoglądając z czułością na drzemiącego przy stole Salvatore. - Mogłam trafić gorzej, bo wiem, ilu złych ludzi jest na świecie.
Kończyła polerować stalowe palniki kuchenki gazowej, gdy dodała:
- Jest tylu złych ludzi. Mnie się udało. A takie rzeczy widziałam w serialach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz