- Praga i Wiedeń. Zgadzasz się, Marto? - Rosa częstowała mnie mrożoną herbatą domowej roboty. Dodała do niej liście świeżej mięty. Napój był słodki i orzeźwiający. Jej siostra, Pia, patrzyła z wyczekiwaniem.
- Dziewczyny, co kombinujecie? Że niby ja mam z wami jechać? - spytałam zaskoczona, sącząc pyszną herbatę z oszronionej szklanki. - Rosa, natychmiast potrzebuję przepis! Herbata, mięta, cukier i cytryny. Coś jeszcze?
- Nic, cały sekret tkwi w zamrożeniu. Zamrażasz, rozmrażasz i gotowe.
- Pokrywamy wszystkie koszty. Jedziemy w czwórkę. Ty, my i Giuseppe. Wystarczą dwa dni - Pia miała gotowy plan wycieczki.
- Dlaczego ja? Za przewodnika? Nie znam zbyt dobrze Pragi ani Wiednia. - oponowałam słabo.
- Marta, znasz języki. Pospacerujemy, zrobimy zakupy, rozerwiemy się trochę w wielkim świecie - przekonywała Rosa.
- A co wy zdążycie zobaczyć w dwa dni? Zabraknie czasu na Pragę, a do Wiednia w ogóle nie ma sensu jechać.
- Och nie! Musimy, choćby na chwilę. Koniecznie! - wykrzyknęła Pia.
- W takim razie chcę uczciwie wiedzieć o co chodzi - zażądałam kategorycznie. - Inaczej nici z mojego towarzystwa.
- Powiemy jej? - spytała Pia, wpatrując się w starszą siostrę. Rosa przytaknęła skinieniem głowy.
- Antonia była w Pradze. Rozumiesz? Nie możemy być gorsi.
Antonia przejęła po rodzicach konkurencyjny zakład fryzjerski, w północnej części miasteczka. Obie firmy na pozór utrzymywały przyjazne relacje, jednak w rzeczywistości prowadziły wieloletnią wojnę podjazdową.
- Skąd wiecie, że tam była? - spytałam.
- Przysłała nam pocztówkę. Franca jedna! Żeby tylko nam. Wszystkim w mieście wysłała! - wykrzyknęła Rosa wzburzonym głosem. - Teraz to po prostu musimy tam jechać. I jeszcze ten Wiedeń przyszedł nam do głowy, bo tam na szczęście nie dojechała. Z Pragi do Wiednia blisko, prawda, Marta?
- W sumie nie jest daleko. A dlaczego Giuseppe chce jechać z wami?
- No wiesz, ma kolegów na studiach w Palermo - Pia opowiadała o ich młodszym bracie. - Praga i Wiedeń są w modzie. Dużo w tym sezonie znaczą. Naszym zdaniem powinien pojechać, żeby powysyłać widokówki.
- Wyślijcie za niego - zaproponowałam ze śmiechem.
Uznały jednak, że zabiorą brata.
Nie udało mi się namówić znajomych na choćby pobieżne obejrzenie Pragi. W Wiedniu jednak, natychmiast po powrocie z poczty, zażądałam spaceru do Parku Miejskiego.
Wokół lśniącego w słońcu, wykonanego z pozłacanego brązu pomnika Straussa, zebrało się sporo turystów.
- Marta, skoro już tu jesteśmy, to zrób mi zdjęcie z Mozartem! - wykrzyknął Giuseppe tęgim basem.
Zwrócił się do mnie włosku, lecz całe, obecne tam, międzynarodowe towarzystwo, wybuchnęło gromkim śmiechem.
10 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz