Sięgnęłam po słuchawkę. To nie była pora na dobre wiadomości.
- Mamo? Co się stało? - spytałam przestraszona.
- Maurizio nie żyje - zaszlochała cicho. - Miał zawał.
*
- No i nie nacieszyli się miłością - westchnęła pani Danusia, przyjaciółka mamy, moszcząc się wygodnie na fotelu w samolocie, podczas gdy ja układałam bagaż - A była taka szczęśliwa.Oboje byli szczęśliwi.
Maurizio, emerytowany profesor Akademii Medycznej, dzielił swój czas między Europę a Stany.
Po ślubie z mamą, zamieszkali w domu jego dzieciństwa. W starej, XIX wiecznej willi nad Zatoką Pięknej Wyspy.
Maurizio zmarł dwa lata potem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz