***


"
Krajobraz, który zawarł w sobie to wszystko, co zostało stworzone na ziemi, by oczarować oczy, umysł i wyobraźnię"


09 marca 2011

Mleko i salto

- Maria! Idź pościel łóżko, już wstałam. Pan Giorgio wcześniej wyjechał na lotnisko - zawołała Stella, przeciągając się na pierwszym stopniu schodów.
- Pani Marto, co ona mówi? - spytała Maria zaaferowana. Od kilku minut krzątała się w kuchni, przygotowując pracodawczyni lekkie śniadanie.
- Mówi, że trzeba pościelić łóżko - szepnęłam, dopijając ostatni łyk mocnej kawy.
- Maria! Let-to! - powtórzyła  Stella, dzieląc sylaby w słowie łóżko. - O Dio del cielo, ta znowu nic nie rozumie.
- Rozumie proszę pani, już poszła - uspokoiłam ją.
Wyciągałam z piekarnika gorące croissanty, gdy z tarasu dobiegły słowa Marii.
- Signiora! Latte pronto.
- Mleko gotowe, Maria? Jakie mleko? Wiesz, że nie pijam mleka - krzyknęła zdziwiona Stella.
Odwróciłam głowę, żeby móc lepiej obserwować scenkę.
- No latte, signiora. Pościeliłam latte. Na górze, jak pani kazała - tłumaczyła Maria po polsku, wymachując ręką i wskazując palcem do góry. - W pani kamerze. Latte.
- A, Maria! Letto? Chcesz powiedzieć letto? - roześmiała się Stella, zgadując o co chodzi - Chcesz powiedzieć łóżko, a mówisz mleko.  To dobrze, Maria. Bierz się za prasowanie. Albo nie. Sprawdź najpierw pokoje. Zaraz przyjadą dzieci.

*

- Jak tu robicie risotto? - myszkująca w letniej kuchni Stella, zauważyła Rosarię, naszą kucharkę.
- Normalnie, proszę pani. Czy ma być z grzybami?
- Niech będzie. Jak jest przyrządzane?
- Zwyczajnie. Rozgrzany olej, na niego ryż i grzyby. Wszystko podsmażam, a potem podlewam bulionem. Na koniec mogę dodać parmezan.
- Mam nadzieję, że ten bulion wrzący? - zapytała Stella, wtapiając w kucharkę przenikliwe spojrzenie.
- Rozumie się, proszę pani. Bulion się gotuje na oddzielnym palniku, a ja mieszam risotto i dodaję go po łyżce. W trakcie mieszania.
- To dobrze. Maria zrobi nam sos. Maria! Zrobisz sos, taki jak robiłaś w Rzymie. Capisci? Salsa, Maria. Sal-sa.
- Dobrze, signiora. Capisci signiorę - odpowiedziała Maria, przytakując z uśmiechem głową.
Risotto z grzybami pachniało obłędnie. Tak mocno, że aromat zwabił mnie do letniej kuchni.
Maria kończyła przyrządzać sos z wołowiną. Wyglądał apetycznie.
- Gotowe, pani Marto. Zawołam signiorę - krzyknęła uradowana.
- Nie musi pani biegać na górę. Widziałam panią Stellę, jak schodziła na taras.
Maria szybko opuściła patio.
- Signiora! Signiora przyjdzie do tej drugiej kuchni. Zrobiłam salto.
- Che cosa? Hai fatto un salto, Maria? - spytała zdumiona Stella.
- Salto. Tak jak signiora kazała.
- Zrobiłaś salto? Niemożliwe. To niebezpieczne w twoim wieku - odpowiedziała, pokładając się ze śmiechu. - Nie miałaś robić sosu?  Gdzie salsa?
- Tak, signiora. Salsa - Maria zastanawiała się chwilę. - Salsa, nie salto - dodała zadowolona.

2 komentarze:

  1. Jak ona, Maria, sobie radzi z pracami w wieku 70 lat?? Stelle moglaby znalezc kogos mlodszego..

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego co wiem, Lauro, to Maria jest już w Polsce.
    Scenariusz taki, jakich wiele. Dzieci dawno dorosłe, chciały, żeby mama pomagała finansowo.
    Posłały ją do pracy. Postaram się kiedyś opisać jej historię.
    Stella, jak zauważyłam po jakimś czasie, traktowała ją dobrze. O ile w ogóle mogła kogoś dobrze traktować.
    W każdym razie obie były szczęśliwe i się jakoś dogadywały.
    Pozdrawiam - biegnę poczytać o twojej łazience:)

    OdpowiedzUsuń