- No więc potrzeba będzie pięciu pokoi. Zaraz, zaraz. My z mężem, to raz. Córka z zięciem, to dwa. Ich dziecko i baby sitter to trzy. Nasz syn Sergio z synową, to cztery. I moja pokojówka - pięć. Dobrze liczę? Pięć.
- Oczywiście. Pięć. Jak sobie pani życzy, signiora - powiedziałam do słuchawki.
- Na cały lipiec i sierpień. Naszymi rzeczami zajmie się pokojówka, jednak będę potrzebować kogoś do prania i prasowania rzeczy dzieci. Jak tam stoicie z obsługą?
- No, mamy pralkę i pokój gospodarczy. Klienci z nich korzystają. Możemy także wozić garderobę do pralni chemicznej.
- Och, nie. Chodzi o kogoś do obsługi - odparła lekko zniecierpliwionym tonem.
- Rozumiem, że będziecie państwo potrzebować dodatkową osobę do pomocy. Pozwolę sobie oddzwonić w tygodniu i podać pani stawki miejscowych pracownic. Będę musiała kogoś dotrudnić.
- Dokładnie. Stawkami proszę się nie przejmować. Byle nie lenia i obiboka, ale pani jest na miejscu i ma lepsze rozeznanie w ludziach. I kucharz. Macie kucharza?
- Kucharkę - odpowiedziałam. - Jest tu od rana do popołudnia. Gdy trzeba, pomaga przygotować kolację.
- Świetnie. Jestem na diecie, więc moje potrawy musi gotować oddzielnie.
- Myślę, że da się z nią to ustalić.
Przyjechała pierwsza. Z mężem i pokojówką.
Wysoka, tęga blondynka z finezyjnie ufryzowanym kokiem. Na wypielęgnowanej twarzy znać było jeszcze ślady wielkiej, przemijającej urody.
- Musiała być piękną kobietą w przeszłości - pomyślałam i uśmiechnęłam się do niej. - Wygląda, jak dawna gwiazda filmowa.
- Buona sera. Jestem signiora Stella - krzyknęła energicznie.
- Stella to przecież gwiazda - przebiegło mi przez głowę. - Trafiłam.
- Maria! Dove sei?* - zawołała w stronę samochodu. - Maria jak zwykle się guzdrze. Skaranie boskie z tą kobietą. Nie dość, że nie rozumie ludzkiej mowy, to jeszcze żadnego z niej pożytku.
- Idę, idę, signiora - zza otwartych drzwi samochodu dobiegało wołanie po polsku - Jak ja się stąd wydostanę, skoro tu tyle bagażu?
- Dobry wieczór, pomogę pani wyjść. Zaraz wszystko spokojnie wypakujemy.
- Och, dzięki Bogu! Dzięki Bogu! - wykrzyknęła na dźwięk polskiej mowy. - To ja tu będę u pani, przez całe lato?
- Na to wygląda - stwierdziłam pogodnie, jednak mój uśmiech szybko zastąpiło zdumienie. Zobaczyłam przed sobą bardzo drobną, starszą kobietę. Na oko dobiegała siedemdziesiątki.
- Co ona tu robi? - myślałam zdziwiona. - Dlaczego pracuje w tym wieku, w obcym kraju?
Wkrótce miałam poznać opowieść o życiu Marii. Właściwie pani Czesławy, która na potrzeby włoskiej pracodawczyni otrzymała imię łatwe do wymówienia.
*gdzie jesteś
10 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz