***


"
Krajobraz, który zawarł w sobie to wszystko, co zostało stworzone na ziemi, by oczarować oczy, umysł i wyobraźnię"


10 marca 2011

Komórka

- Basiu, widziałaś moją komórkę? - od kilku minut poszukiwałam odłożonego gdzieś telefonu. Ranek wstał piękny, nie nazbyt upalny, choć zapowiadał południowy żar.
- Zadzwonię na nią, pani Marto - zawołała Basia. - A w ogóle to dzień dobry.
- Dzień dobry, pani Marto - Maria dołączyła do niej z porannym pozdrowieniem.
- Dzień dobry, dzień dobry. Jak się spało? Basiu, rozładowana. Próbowałam już na nią dzwonić.
Rozejrzałam się dokładnie po letniej kuchni. Nagle dostrzegłam telefon na wysokim murku, przy wejściu na patio. Tuż obok drzwi prowadzących do wnętrza domu.
- Zacznę go chyba nosić na smyczy - postanowiłam w duchu i wyciągnęłam rękę po aparat.
Przyzwyczajona do gładkiej powierzchni obudowy, w pierwszej chwili zdziwiłam się, wyczuwając nieznany mi kształt. Sekundę później kształt się poruszył i przemknął po dłoni, muskając delikatnie moje palce.
Nie wypuściłam telefonu, choć z całych sił zaczęłam machać obiema rękami.
- To jakiś pająk - myślałam w panice, otrzepując się, jak opętana. - Lepiej zamknę oczy, żeby nie zobaczyć go na swojej dłoni.
Tuż przy nodze usłyszałam ciche, głuche uderzenie.
- Pająk by chyba nie walnął o posadzkę - dedukowałam w myślach, gdy nagle rozległ się wrzask obecnych na patio kobiet.
- O Matko Najświętsza, skarpion! - krzyczała Maria - Prawdziwy skarpion! Biegnie do mnie!
Po otworzeniu oczu natychmiast dołączyłam do grona wrzeszczących.
 - Łaaa! On był na mojej ręce! Na moim telefonie!
Niewzruszony krzykiem skorpion biegł szybko w stronę kratki ściekowej. Maria wdrapała się na krzesło, a Basia zaczęła gonić go z miotłą na długim kiju.
- Jeśli go nie zabiję, wróci i wykończy nas wszystkich - wołała. - Zabiję cholernika.
- Che successo? Co się stało? - blady na twarzy sąsiad, Vincenzo wpadł w dzikim pędzie na taras, a z niego skręcił na patio, potykając się w progu.
Wskazałam mu zwłoki skorpiona, którego właśnie utłukła Basia.
- To cud, że jeszcze żyję. Siedział na telefonie, ręką go przycisnęłam - mówiąc to czułam, że robi mi się słabo.
- Och, Marta. Od razu by cię nie zabił. To nie jest jakiś tam wielki skorpion z Sahary.
- Nie zabił? - zdziwiłam się. Byłam pewna, że skorpiony są śmiercionośne.
- No nie. Do tego potrzeba przynajmniej trzech takich zwierzątek - poklepał mnie po plecach. - Narobiłyście tyle krzyku, że nogi bym sobie połamał. Myślałem, że ktoś was tutaj morduje.
Spojrzałam na truchło skorpiona i trochę go nawet pożałowałam. Nie zabiłby mnie i przecież nawet nie ukąsił, chociaż to ja go zaatakowałam.
Maria nabawiła się skorpionofobii. Bała się siadać na murkach i w miejscach pełnych roślin.
- Ratunku, skarpion! - krzyczała, gdy czuła na skórze nieznany dotyk. Nie przeszło jej to do końca lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz